Poldim

PL EN

Na drodze / Na drodze 5 (28) 2009 / 10. DROGĄ PRZEZ STULECIA / Dobre drogi, bo… polskie

Dobre drogi, bo… polskie
 
„Ojcze w niebiesiech, Ty wiesz, że tę moją podróż podjąłem nie z lekkomyślności, wścibstwa ani chciwości, ale z pilnej konieczności i wymogów mego zawodu, zaczym proszę o ustrzeżenie mnie na drogach od rabusiów, złego towarzystwa, zatrucia przez szelmów karczmarzy i podobnych niebezpieczeństw. Item przed kaprysami pogody, niebezpieczną burzą, zabłądzeniem i zgoła ciemnymi nocami”.

Taką modlitwą podróżnego zaczynał się niemiecki przewodnik turystyczny wydany w XVIII wieku, a więc jeszcze w epoce dyliżansu konnego. Podróż dyliżansem należała do niebezpiecznych, a więc modlitwa była jak najbardziej wskazana. W Anglii natomiast w obiegu było asekuracyjne powiedzenie na wypadek spóźnienia pojazdu: „Jeśli Bóg pozwoli lub stan dróg”. Epoka świetności dyliżansu trwała krótko, bo do czasu upowszechnienia kolei żelaznej, a największy rozkwit dyliżansowych podróży przypadł na lata 1760 – 1840. Nie oznacza to, że po tych 80-ciu latach dyliżanse zniknęły. Na przykład z Warszawy ostatni dyliżans wyjechał dopiero w 1911 roku.
Z dyliżansu korzystali przede wszystkim pasażerowie zamożni. Biedniejsi też mogli korzystać za niższą opłatą, ale sadowiąc się na dachu pojazdu. Natomiast to właśnie ci podróżujący wewnątrz po wielu krajach Europy wydawali, a raczej „urabiali” opinię o stanie dróg. Piszemy „dróg”, a powinniśmy raczej napisać o wertepach i wądołach. Podróżnicze relacje, pewnie nie zawsze obiektywne, nie tylko przechodziły z ust do ust, ale zamieszczano je w gazetach i przewodnikach. Wystarczyło, że jakiś baron nabił sobie guza, gdy podrzuciło wozem, a już to „wydarzenie” upubliczniał powołując się oczywiście na zły stan dróg. Czyli prawie jak dzisiaj. A oto kilka z wielu zachowanych relacji z podróży dyliżansem przez Polskę.
„Droga z Wrocławia do Kalisza jest jedną z najgorszych, jaką kiedykolwiek przejeżdżałem (…)” „Drogi w tym kraju są w zupełnym zaniedbaniu, tak że zasługują raczej na miano ścieżek wijących się kapryśnie (…)”
„ (…) jestem szczęśliwy, że mam całą głowę, tak jestem potłuczony, a w tej głowie rodzą się same przekleństwa”
.
W XVIII wieku znana już była w Europie opinia, że najgorsze drogi, czyli wertepy, są na terenie Polski, pomimo że wiele tych polskich wertepów było szersze od angielskich i równiejsze od niemieckich. Wspomniany niemiecki przewodnik turystyczny również informował o najgorszych drogach właśnie w Polsce. Cóż, siła mediów i „czarny pijar” nie zostały wymyślone w ostatnich latach.
Minęły wieki, zmieniła się historia, ustrój, cywilizacja, ludzie, cały świat. Ale krytyczna opinia o złym stanie polskich dróg trwa niezmiennie. Narzekaniom nie ma końca, że nasze drogi nie są takie jak we Włoszech, Szkocji i tam… gdzie nas nie ma. Opinii tej nie są w stanie zmienić żadne programy promocyjne foldery czy nawet… fakty. Oczywiście, że do osiągnięcia idealnej sytuacji w naszym drogownictwie jest jeszcze sporo do zrobienia. Ale źle rzecz wygląda, gdy powoływanie się na zły stan dróg lub ich brak ma być usprawiedliwieniem wszystkiego, co się nie udaje, nie wychodzi, a często tak jest z powodów zupełnie innych niż te nagłaśniane.
A przecież nie brak u nas dróg dobrych, bardzo dobrych i lepszych niż w niejednym kraju Europy. Właśnie jedną z najnowszych polskich dróg jest „nasza” 4-kilometrowa dwupasmowa obwodnica Lubnia. Ten ekspresowy odcinek „zakopianki” zaliczony został do jednej z najtrudniejszych inwestycji drogowych w Polsce. Nowatorskie rozwiązania budowlane wkomponowane w górski krajobraz czynią trasę komfortową i malowniczą. Zadowolony jest z niej inwestor, wykonawca, mieszkańcy Lubnia i użytkownicy dróg. I nap[rawdę jest się czym pochwalić.
Kilka dni temu do Zarządu POLDIM-u nadszedł e-mail o treści: „Serdecznie gratuluję wspaniałego wykonania prac na drodze do Zakopanego. Cudowna obwodnica Lubnia. Gdyby ode mnie zależało zleciłbym Wam całą Polskę. Jerzy Biłyk”. Szanowny Panie Jerzy – dziękujemy. Taka relacja i ocena może zapoczątkować nowe społeczne spojrzenie na to, co posiadamy. Jesteśmy zdecydowanie na dobrej drodze.
 
 
Anna Szymańczuk
 
Foto;
  1. Z dyliżansu korzystali przede wszystkim pasażerowie zamożni. Biedniejsi też mogli korzystać za niższą opłatą, ale sadowiąc się na dachu pojazdu
  2. Już w XVIII wieku mówiono, że najgorsze drogi są w Polsce, pomimo że były szersze od angielskich i równiejsze od niemieckich 
  3. „Cudowna obwodnica Lubnia”


wstecz

Copyright © 2008 POLDIM SPÓŁKA AKCYJNA w Tarnowie, ul. Kochanowskiego 37 a, 33-100 Tarnów. Zastrzeżenia prawne
Agencja Interaktywna Gekos